Wyprawę tę odbyliśmy w 2012 roku, jeszcze przed powstaniem trasy R-10. Korzystaliśmy z papierowych map, długopisu, namiotu i… pomocy naszych mam. Zapraszam do przeczytania opowieści o wyprawie trzech dzieciaków, które postawiły na swoim 😉.

Przekonać rodziców

Wspólne podróżowanie (wraz z dwoma kuzynami) rozpoczęliśmy rok wcześniej. Miałem wtedy 16 lat, wyprawy rowerowe były czymś tak absurdalnym i surrealistycznym, że długo walczyliśmy o możliwość wyjechania w trasę. Zorganizowaliśmy wspólną „konferencję prasową” na której odpowiedzieliśmy na obawy i pytania rodziców. W końcu udało się ich przekonać z tym zastrzeżeniem, że towarzyszyć nam będą mamy – w samochodzie.

Może wydaje się to dla niektórych śmieszne, ale wyobraźcie sobie, że puszczacie dzieciaka na tydzień jazdy rowerem gdzieś na końcu Polski nigdy wcześniej nie słysząc o wycieczkach rowerowych dalej niż do sklepu.

Przygotowania do wyprawy wzdłuż wybrzeża

Nasze doświadczenie rowerowo-podróżnicze było równe zeru, ale nasz zapał nadrabiał wszelkie braki. Nie mieszkaliśmy w tym samym mieście, dlatego trenowałem osobno. Planowane odcinki miały mieć po 70-100 kilometrów, co ówcześnie robiło na każdym z naszej ekipy ogromne wrażenie. Tyle też kilometrów dziennie starałem się robić przed wyjazdem. Zdecydowaliśmy się na jazdę z Międzyzdrojów do Krynicy Morskiej. Dlaczego w tę stronę? Nie mam pojęcia, ale dziś polecam każdemu właśnie ten kierunek ze względu na wiatr, który przeważnie będzie wiał nam w plecy. Teraz to wiem, wcześniej mieliśmy 50% szans na dobry wybór.

Międzyzdroje – czas na start

Wczesnym rankiem dojechaliśmy do Międzyzdrojów, przebraliśmy się i ruszyliśmy za niebieską linią, którą wcześniej odcisnęliśmy długopisem na mapie. Staraliśmy się jechać jak najmniej ruchliwymi drogami, czasem udało się trafić na jakąś ścieżkę rowerową.

Wybraliśmy namiot jako nasz nocleg podczas całej wycieczki, co oczywiście dodawało koloru naszej przygodzie. Pamiętam, że chyba nawet na to naciskaliśmy. Codzienne śniadania i kolacje przygotowywane na plastikowych talerzykach przed namiotem były uciążliwe, ale jest to coś, co dziś wspominam z uśmiechem na twarzy. Po południu kąpiel – jeśli pogoda pozwalała, a wieczorem spacery, zachody słońca i wspólna gra w karty – brydża czy makao.

Podczas drogi kolekcjonowaliśmy tablicę z nazwami miejscowości. Urządzaliśmy sobie (nie róbcie tego nigdy!) wyścigi do nich, a potem robiliśmy zdjęcia przy tych w których spaliśmy. Zdarzało nam się zgubić, nie było jeszcze GPS-ów w telefonie – to znaczy pewnie były, ale my takich telefonów nie mieliśmy 😉. Zaliczyliśmy kilka „gleb”, ulew, przebitych dętek, których potem nie umieliśmy zmienić, ale to co wtedy było udręką dziś jest najlepszym wspomnieniem.

Postój w miejscowości Karwia.

Początkowo niechętnie przyjęliśmy pomoc naszych mam, ale ostatecznie nie raz ratowały nam tyłki podwożąc kurtkę czy załatwiając nocleg. Wbrew pozorom bez nich nie byłoby tak fajnie i z perspektywy czasu jest im za co dziękować i być wdzięcznym za całą okazaną nam pomoc (także w tym miejscu raz jeszcze: dziękujemy!)

Ciekawym i pięknym fragmentem był przejazd przez Kołobrzeg – ścieżką rowerową tuż przy plaży. W pamięć wrył się także brukowany odcinek przez bazę wojskową, leśne ścieżki, Łeba i wydmy w Słowińskim Parku Narodowym.

W sumie przejechaliśmy nieco ponad 550 kilometrów w tydzień.

Wspomnienia ciągle żywe

Na nadmorski szlak wracałem jeszcze dwukrotnie – raz sam, raz z przyszłą żoną. Za każdym razem przypominają się charakterystyczne zakręty, drogi, plaże, miejscowości, znaki i po prostu – chwile spędzone podczas wspólnej podróży.

Nocleg w miejscowości Rowy.

Dziś prowadzę biuro turystyki rowerowej B-bike, które zajmuje się organizowaniem wypraw rowerowych po Polsce i świecie. W ofercie znajdziecie również wycieczkę trasą rowerową R-10 na którą serdecznie zapraszam już tego lata 😊.

Wpis gościnny: Bartosz Mróz, B-bike – wyprawy rowerowe

Trasą rowerową R-10 – link: https://b-bike.pl/wybrzeze-polski-rowerem-r10/

B-bike – wyprawy rowerowe – link: https://b-bike.pl/